Realne skutki cyberprzemocy

Na początku lutego obchodzony był Dzień Bezpiecznego Internetu. W inicjatywie, zapoczątkowanej w 2004 roku przez Komisję Europejską, po raz kolejny udział wzięło ponad 70 państw z całego świata. Z tej okazji organizowane były liczne akcje, konferencje i prelekcje. Tymczasem okazuje się, że świadomość zagrożeń, czyhających na nasze dzieci w Internecie, jest tak naprawdę bardzo niewielka.

Z sondażu, przeprowadzonego pod koniec 2010 roku przez Instytut GFK Polonia wynika, że co drugi polski rodzic nie wie, co tak naprawdę robią jego dzieci w Internecie. I choć blisko 90 proc. Polaków jest świadomych niebezpieczeństw i zagrożeń, zaledwie 40 proc. stara się kontrolować to, czym ich pociechy zajmują się w sieci. A przecież w wyniku nieustannego rozwoju społecznego i rozwoju gospodarczego, szerokopasmowe łącze w większości gospodarstw domowych to już praktycznie norma. Dzieci i młodzież mogą więc korzystać z Internetu praktycznie bez ograniczeń. Eksperci alarmują, że w dzisiejszych czasach powinniśmy zwracać większą uwagę na obecność naszych dzieci w Internecie i na to, czym zajmują się, siedząc przed komputerem. Sama świadomość problemu nie wystarczy. Tym bardziej, że pornografia, pedofilia i brutalne treści, to nie jedyne zagrożenia, na które narażona jest młodzież w sieci.

Cyberbullying

Marek Pyz, wykładowca Wyższej Szkoły Pedagogicznej TWP w Warszawie zajmujący się problemami wielokulturowości, zwraca uwagę na fakt, że Internet poza wszystkimi niezaprzeczalnymi korzyściami, niesie ze sobą dla młodych ludzi również nowe zagrożenia, o których kilka lat temu nikt nawet nie słyszał: „Od kilku lat możemy mówić o przenoszeniu się tradycyjnie rozumianej przemocy rówieśniczej do przestrzeni wirtualnej. Tak zwany bullying jest zjawiskiem, z którym dzieci i młodzież muszą zmagać się w świecie rzeczywistym, najczęściej w szkołach. Cyberbullying jest przeniesieniem tych agresywnych zachowań do przestrzeni Internetu, co stało się możliwe głównie za sprawą rozwoju portali społecznościowych. Zdjęcia czy filmy, umieszczane w sieci przez młodzież w celu ośmieszenia czy skompromitowania rówieśników, od kilku lat stają się przyczyną prawdziwych dramatów. Tragiczne efekty tych działań coraz częściej przenoszą się z przestrzeni wirtualnej do świata realnego, doprowadzając m.in. do wykluczenia społecznego, załamań nerwowych, a nawet do prób samobójczych” – tłumaczy skalę zjawiska Marek Pyz.

Od Star Wars Kida do gdańskiej gimnazjalistki

Za jeden z pierwszych i jednocześnie najgłośniejszych przykładów cyberbullyingu uznaje się dziś przypadek „Star Wars Kida”. Kiedy kaseta z nagraniem kilkunastoletniego Kanadyjczyka, nieudolnie odgrywającego scenę z filmu „Star Wars”, przez przypadek trafiła w ręce jego rówieśników, a następnie do Internetu, dla chłopaka rozpoczął się prawdziwy dramat. Podczas, gdy miliony internautów na całym świecie miało niezły ubaw jego kosztem, zaczęły powstawać komiksy i kreskówki z jego udziałem, on sam przechodził w tym czasie poważne załamanie nerwowe i pozostawał pod ścisłą opieką psychiatryczną. Marek Pyz wymienia podobne sytuacje, które przez ostatnie lata miały miejsce w Polsce: „O cyberbullyingu po raz pierwszy w naszym kraju zaczęto mówić w 2006 roku, przy okazji samobójczej śmierci gimnazjalistki z Gdańska. Nad nastolatką znęcali się jej rówieśnicy, jednocześnie nagrywając zdarzenie kamerą w telefonie komórkowym i grożąc jego upublicznieniem w Internecie. Kilka lat później 21-latek ze Strzegomia odebrał sobie życie po tym, jak jego niepełnoletnia znajoma upubliczniła nagranie, w którym opowiadała o ich seksualnej przygodzie w parku. Więcej o tych przypadkach można dowiedzieć się m.in. na naszym portalu www.spolecznieodpowiedzialni.pl.”

Tragiczne w skutkach przykłady cyberbullyingu można mnożyć. Co sprawia, że efekty internetowej przemocy tak łatwo przenoszą się do świata rzeczywistego? Przede wszystkim fakt, że choć przestrzeń zdarzeń jest wirtualna, to ludzie którzy za nią stoją, są już jak najbardziej realni. Zarówno sprawcy (z reguły anonimowi), widzowie, jak i ofiara. Nie mniej realne są efekty, takie jak choćby wykluczenie ze społeczności lokalnej, czy brak wsparcia społecznego w sytuacji, w której młody człowiek tak bardzo tego potrzebuje. I właśnie dlatego tak ważne jest, aby świadomość problemu wśród rodziców była większa, niż ma to miejsce obecnie. W następstwie doznanej cyberprzemocy nasze dziecko raczej nie wróci do domu z podbitym okiem. Inne tragiczne skutki są już jednak jak najbardziej realne.

Informacja o projekcie:

Projekt naukowo-badawczy „Społecznie Odpowiedzialna Uczelnia” realizowany jest od 1 kwietnia 2009 do 30 kwietnia 2011 roku przez Wyższą Szkołę Pedagogiczną TWP w Warszawie. Działalność projektu współfinansowana jest ze środków Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki Priorytet IV Szkolnictwo Wyższe i Nauka, Działanie 4.2. Działania zaplanowane w ramach projektu są skierowane do naukowców, ekspertów z różnych sektorów: pozarządowego, publicznego, biznesowego oraz do studentów.

Głównym celem projektu „Społecznie Odpowiedzialna Uczelnia” jest wypracowanie nowatorskiego podejścia do usług społecznych w ramach czterech interdyscyplinarnych grup roboczych pracujących wokół zagadnień związanych z: polityką społeczną, pedagogiką społeczną, gospodarką społeczną i społecznie odpowiedzialnym biznesem. W ramach projektu przetłumaczono jedenaście publikacji książkowych prezentujących światowe osiągnięcia w zakresie nauk społecznych. Głównym narzędziem promującym i upowszechniającym działania projektu, jest interaktywny portal www.spolecznieodpowiedzialni.pl.

Robert Siemiński

VanguardPR

Ten wpis został opublikowany w kategorii Dziecko, Uzależnienia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Realne skutki cyberprzemocy

  1. Piotr pisze:

    Przypadek Star Wars Kida, jak i wszystkie inne, opisane w tym tekście pokazują dobitnie, jak groźnym zjawiskiem jest cyberprzemoc. I niestety, ale sporo rodziców w dalszym ciągu nie zdaje sobie z tego sprawy… I dopiero, kiedy wydarzy się jakieś nieszczęście, wszyscy nagle zaczynają o tym mówić głośno… A wtedy już niestety jest za późno. Dobry artykuł, uświadamiający ludziom poważny problem.

Możliwość komentowania jest wyłączona.